- U NAS? - zdziwiłam się - A skąd masz pewność że jest tu jakaś wataha?
-No bo wiesz... - zaczął tłumaczyć zmieszany wilk - To takie piękne miejsce pełne życia no i... Byłaś tu ty, więc... Myślałem że jest tu jakaś wataha...
-No to dobrze myślałeś, lecz muszę cię zmartwić. Nie ma w tej watasze nikogo poza mną.
Wilk wytrzeszczył oczy. Nie wiem czy ze zdziwienia. Był chyba zaskoczony i tyle.
-Tutaj? Tylko JEDEN WILK? Ależ tu jest tyle zwierzyny!
-Ach, długo by tobie to opowiadać... A jak się zwiesz? Ja jestem Marylen. W skrócie - Mary, albo Len - przedstawiłam się.
-Ja jestem Rain - uśmiechnął się basior.
Wydawał się bardzo miły.
-Ale wiesz... Mogłabyś mi opowiedzieć tą "długą historię"? Mam czas.
-I tak byś mi nie uwierzył - spuściłam głowę.
-A może bym uwierzył? Proszę cię, opowiedz mi tą historię.
-No dobrze, w takim razie chodźmy tam - wskazałam na małą jaskinię znajdującą się w klifie.
Poszliśmy wolnym krokiem w kierunku jaskini. Rain bacznie przyglądał się otoczeniu. Najwyraźniej bardzo zainteresowała go cała okolica. To dobrze.
Jaskinia była tak naprawdę niewielkim wgłębieniem w klifie, w którym mogły się zmieścić co najwyżej cztery wilki.
-No to opowiadaj - domagał się Rain.
-Dobrze, dobrze... Już mówię.
Opowiedziałam mu wszystko. O watasze, nieco o moim życiu i o przeniesieniu w czasie.
-Ale jak to? Przeniosłaś się w czasie? I ty... Ty jesteś słuchaczem duchów?! Przecież oni nie istnieją! - dziwił się basior.
-Cóż, wiedziałam że mi nie uwierzysz... A teraz możesz już sobie iść, zostawić mnie tu. Przecież nikt nie chce być w watasze w której Alphą jest wilk niezrównoważony psychicznie - westchnęłam.
Rain chwilkę zastanawiał się nad odpowiedzią...
<Rain? :)>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz